Socca czyli placek z mąki z ciecierzycy

DSC_0033m

Połowa maja za nami, a to dopiero mój pierwszy przepis w miesiącu. Ostatnie dwa tygodnie były dla mnie bardzo intensywne i wymagały ode mnie pełnego skupienia i uwagi. Miałam wielką przyjemność rozbić swoją pierwszą sosnową deskę na warsztatach WenDo. Uświadomiłam sobie jak ważny jest oddech, kiedy ogarnia mnie lęk, jak ważne jest abym jasno sprecyzowała sobie cel, który będzie drogowskazem dla moich przyszłych wyborów, jednocześnie nadając im sens. Od początku studiów uczyłam się o tym, jak myślenie wpływa na nasze zachowanie. Jednak dopiero przebicie deski gołą ręką uświadomiło mi, że zmiana myśli „nie dam rady, to za trudne” na „chcę to zrobić” w połączeniu z oczyszczającym oddechem pozwala zrobić to, co wydaje się niemożliwe.

Dziś staram się wypełnić daną sobie obietnicę o urozmaiceniu bloga o przepisy na dania obiadowe. Socca, farinata lub cecina (wł. ceci – ciecierzyca) – tak nazywany jest w różnych rejonach świata placek powstający z połączenia mąki z ciecierzycy, wody i oliwy, który następnie piecze się w piekarniku i podaje z ulubionymi dodatkami i sosami. Danie idealne nie tylko dla osób na diecie bezglutenowej i wegańskiej, ale również diabetyków, ponieważ mąka z ciecierzycy ma niski indeks glikemiczny. Jest źródłem łatwo przyswajalnego białka i błonnika, zawiera także sporą dawkę potasu, fosforu, magnezu i selenu. Udało mi się zakupić ją w sklepie z bezglutenową żywnością w Katowicach.

DSC_0036m

Czytaj dalej

Reklamy

Tapenada czyli pasta z zielonych oliwek, bazylii i migdałów

DSC_0179Pamiętam smak pierwszej oliwki, którą skosztowałam na imprezie urodzinowej babci. Jest to jedno z tych wspomnień, które bardzo dokładnie zapisują się w pamięci, głównie dlatego, że intensywny i wytrawny smak oliwki odrzucił mnie tak bardzo, że dopiero w wieku kilkunastu lat postanowiłam dać im drugą szansę. To historia od nienawiści do miłości, gdyż obecnie nie wyobrażam sobie życia bez zielonych, a tym bardziej czarnych oliwek. Uwielbiam je zjadać solo, na kanapce lub z makaronem, bakłażanem i sosem pomidorowym suto posypanym oregano przywiezionym z Grecji. Lubię też znienawidzoną przez niektórych czynność drylowania oliwek, która daje mi możliwość podjadania i chwilowego odpoczynku dla rozbieganej i owładniętej myślami głowy.

Jeśli po raz pierwszy słyszycie nazwę „tapenada” i brzmi dla Was obco i odstraszająco, nie dajcie się zniechęcić. W przygotowaniu pasta jest banalnie prosta, podobnie jak przygotowanie pesto. Wystarczy zaopatrzyć się w dobrej jakości oliwki, bazylię, kapary i migdały, a następnie rozdrobnić wszystko razem za pomocą blendera. Tapenadę można nakładać na kanapki lub połączyć z makaronem. Nie potrzeba już żadnych dodatków. Przepis w całości (niczego bym nie ujęła ani nie dodała) pochodzi z książki Davida Lebovitza „Moja kuchnia w Paryżu”.DSC_0167DSC_0141

Składniki:

  • 2 szkl. (260 g) zielonych oliwek (wydrylowanych)
  • 1/3 szkl. (35 g) nieprażonych migdałów w całości
  • 1 mały ząbek czosnku, obrany i drobno posiekany
  • 1 i 1/2 łyżki soku z cytryny
  • 1 łyżka kaparów, opłukanych i posiekanych
  • 1/3 szkl. (15 g) luźno wypełnionej świeżymi listkami bazylii
  • 1/2 szkl. (125 ml) oliwy z oliwek
  • sól morska

Przygotowanie:

Oliwki, migdały, czosnek, sok z cytryny i kapary umieść w misie melaksera/blendera. Posiekaj grubo listki bazylii, wsyp je do melaksera i miksuj kilka razy wszystkie składniki pulsacyjnie do lekkiego rozdrobnienia. Wlej oliwę z oliwek i całość miksuj pulsacyjnie na grudkowatą pastę z grubszymi kawałkami migdałów. Posól do smaku.

„Moja kuchnia w Paryżu” Davida Lebovitza. Przepis na chlebek z oliwkami i migdałami.

Choć nie powinno oceniać się książki po okładce, trudno jest przejść obok „Mojej kuchni w Paryżu” obojętnie. Na pierwszy plan wysuwa się miedziany rondel wypełniony apetycznym daniem, trzymany przez męskie dłonie. W tle widnieje biała, bawełniana Tekla – kultowa ścierka, która bardzo często pojawia się na zdjęciach kulinarnych.

DSC_0569

Po otwarciu książki wita nas pogrążony we mgle, senny Paryż, nad którym wiszą ciemne, deszczowe chmury. Choć nigdy tam nie byłam, mogę sobie wyobrazić, co turyści mają na myśli mówiąc o „depresji paryskiej”. Z zewnątrz przenosimy się do środka, do małej, przytulnej kuchni Davida Lebovitza, w której powstają jego dania. Tu też zaczyna się opowieść autora przeplatana zabawnymi anegdotami. Jest to historia bardzo osobista, pisana lekko lecz z dbałością o szczegóły, co sprawia, że już po pierwszych kilku stronach ma się wrażenie, że dobrze znamy autora i chętnie porozmawialibyśmy z nim przy lampce dobrego wina. Poza dobrze napisanym tekstem, warto zwrócić uwagę na stronę wizualną książki. Dużym plusem są zdjęcia w naturalnych tonacjach, które nie narzucają się, nie krzyczą, stanowią naturalne dopełnienie tekstu. Jest to jedna z niewielu książek kucharskich, w których zostały zachowane idealne proporcje pomiędzy tekstem a fotografią.

Postanowiłam, że „Moją kuchnię w Paryżu” zacznę czytać od początku, bez przeskakiwania pomiędzy rozdziałami, stąd też zaczęłam od pierwszego przepisu z francuskiej kuchni Davida.

DSC_0536

Składniki:

  • 1/2 szkl. (70 g) mąki pszennej
  • 1/2 szkl. (70 g) mąki pszennej razowej
  • 1 łyżka cukru
  • 1 łyżeczka ziół prowansalskich lub 1/2 łyżeczki suszonego tymianku
  • 1/2 łyżeczki soli morskiej lub gruboziarnistej niejodowanej
  • 1/2 łyżeczki sody oczyszczonej
  • 1/2 łyżeczki świeżo zmielonego czarnego pieprzu
  • 1 szkl. (250 ml) maślanki
  • 1/3 szkl. (45 g) grubo posiekanych migdałów
  • 1/3 szkl. (60 g) grubo posiekanych oliwek bez pestek (ok. 20 szt) – u mnie oliwki kalamata

1) Chlebek

Rozgrzej piekarnik do 180ºC. Keksówkę o długości 23 cm posmaruj cienką warstwą tłuszczu i wyłóż papierem do pieczenia. W misce połącz obie mąki, cukier, zioła prowansalskie, sodę i pieprz. Wlej maślankę i wymieszaj wszystko szpatułką. Dodaj migdały i oliwki, połącz z masą. Ciasto przełóż do przygotowanej formy i piecz 30 min. Po upieczeniu wyciągnij z piekarnika i pozostaw do ostudzenia na 5 min. Następnie wyjmij z formy i studź na kratce kuchennej.DSC_0606DSC_0608DSC_0609

2) Sucharki

Powstały chlebek tak pięknie pachniał, że nie mogłam powstrzymać się przed zjedzeniem go od razu. Żałuję, że nie upiekłam od razu większej ilości. Jeśli chcecie otrzymać suchary, tak jak w przepisie Davida, to kontynuujcie pieczenie pokrojonego chlebka na blachach wyłożonych papierem do pieczenia w temperaturze 160 ºC przez 30-35 min. W połowie czasu należy zamienić blachy miejscami i przewrócić kromki na drugą stronę. Sucharki gotowe do wyciągnięcia będą miały złotobrązowy kolor. Można przechowywać je tydzień w szczelnie zamkniętym pojemniku w temperaturze pokojowej.

Moje wielkie greckie wakacje

To mój pierwszy rok pracy, a także pierwsze krótkie wakacje (w porównaniu z trzema miesiącami laby na studiach), długo więc wyczekiwałam na urlop i jako miejsce docelowe wybrałam Grecję, a dokładniej ulubioną wyspę boga słońca Heliosa – Rodos. To co najbardziej zapamiętam z greckich wakacji, to z pewnością kolory – odcienie niebieskości i biel uliczek w małej miejscowości Koskinou, a także intensywnie lazurowy kolor morza, zapachy i smaki świeżych owoców i pysznego jedzenia.

Kuchnia grecka kojarzy mi się przede wszystkim z owocami morza, fetą, pomidorami, oliwkami, bakłażanem, jagnięciną, rybami, oliwą z oliwek, arbuzami, z których słynie miejscowości Apolakkia, a także słodką baklawą. Staraliśmy się omijać jedzenie, które serwujemy na co dzień, jednak kiedy przyszło nam stołować się na mieście nie mogliśmy się oprzeć aby nie spróbować tamtejszej pizzy i ręcznie wyrabianego makaronu w Rodos.

W Rodos odwiedziliśmy małą restaurację Koykos (w tłum. Kukułka), która wyróżniała się spośród innych wystrojem i usytuowana była w jednej z bocznych uliczek. Przechadzając się po Rodos w poszukiwaniu odpowiedniego miejsca, w którym można coś przekąsić, odniosłam wrażenie, że większość tawern serwuje te same posiłki (przedstawione na niezbyt ładnych fotografiach), a ponadto są do siebie bardzo zbliżone pod względem wystroju wnętrza. Jako że jemy przede wszystkim oczami, nasz wybór padł właśnie na Kukułkę i nie zawiedliśmy się.

koykos1

Czytaj dalej

Makaron z bakłażanem i oliwkami

DSC_0114

Za każdym razem gdy wybieram w sklepie bakłażany, uśmiecham się pod nosem na wspomnienie, że nie tak dawno temu warzywa te były mi zupełnie obce. Wtedy jeszcze nie wiedziałam, że te niepozorne, ciemnofiołkowe niezidentyfikowane obiekty, będą częstym gościem w mojej kuchni.

Anna Czerni w książce Warzywa rzadko spotykane (1989), o bakłażanach pisze tak:

(Bakłażany) dla osiągnięcia pełnej dojrzałości potrzebują 120 suchych i 120 słonecznych dni – pomiędzy ostatnimi chłodami wiosny a pierwszymi przymrozkami jesieni. (…) Niektóre odmiany bakłażanów mają spore, białe owoce przypominające do złudzenia jajka, u innych są one bardziej wydłużone, gruszkowate lub też prawie kuliste. (…) Mają bogatą skalę odcieni skórki – od białej, poprzez jasnozielonawą aż do ciemnofiołkowej. Istnieje też francuska odmiana bakłażanów w paski białe i lila. Nazywa się zebrine.

W Polsce bakłażany pojawiły się pod koniec XVIII wieku, początkowo jako roślina ozdobna, później jako jadalna. Ciekawostką dla mnie była również nazwa jednej z tureckich potraw z bakłażanów o nazwie imam bayeldi (w tłumaczeniu: omdlały sułtan). Podobno kiedy sułtan turecki zakosztował tego dania, tak mu zasmakowało, że omdlał z zachwytu (inna wersja głosi, że z przejedzenia, jeszcze inna, że z powodu  kosztownych przypraw dodanych do potrawy).

Czytaj dalej