Pasta z zielonego groszku

Po jednym dniu słońca nastał kolejny szary, deszczowy poniedziałek. Nie mam wpływu na pogodę, ale przynajmniej mam wpływ na to, co znajduje się na moim talerzu. Po ostatnim obiedzie zostało mi trochę zielonego groszku, postanowiłam więc zrobić z niego pastę. Nie dość, że świetne smakuje, to jeszcze wprowadza w pozytywny nastrój. Na chwilę poczułam wiosnę i pomyślałam o warzywach i ziołach, które już niebawem pojawią się na straganach i w sklepach.

Do wykonania pasty nadaje się jedynie mrożony groszek. Ten z puszki ma zupełnie inny smak. Zapraszam również po przepis na makaron z groszkiem, fetą i płatkami chilli. Byle do wiosny!

Czytaj dalej

Makaron z jogurtem, zielonym groszkiem i chili

groszekzmakaronem

Studiując książki kucharskie Yotama Ottolenghiego można zauważyć, że przepisów z użyciem makaronu jest w nich bardzo niewiele. Królują kasze i ryże, podawane z mięsem lub dużą ilością warzyw. Nic więc dziwnego, że to właśnie ten przepis na tle innych, szybko zapadł mi w pamięć. Apetyczne zdjęcia z „Jerozolimy” można pożerać wzrokiem, a smaki potraw na długo pozostają żywe. Danie jest kremowe i delikatne za sprawą groszku i jogurtu greckiego, a pikanterii dodają mu orzechy piniowe (w moim przypadku słonecznik) smażone w płatkach chili.

Płatki chili można przygotować samodzielnie.  W tym celu potrzebna jest wysuszona czerwona ostra papryka, którą pozbawia się nasion, a następnie rozdrabnia za pomocą blendera na niewielkie kawałki. Przechowuję je w zamkniętym słoiku, aby nie straciły swojego aromatu. Można też kupić gotowe płatki chili w sklepach stacjonarnych lub internetowych. W rejonach Turcji i Syrii istnieją odmiany różniące się między sobą stopniem uwędzenia, ostrością, głębią smaku, słodkością i kwaśnością. Autor „Jerozolimy” jako swoje ulubione wymienia odmiany Urfa, Aleppo i Kirmizi biber, które niestety są trudno dostępne w naszym kraju.

DSC_0500mDSC_0499m

Składniki na 6 porcji:

  • 500 g jogurtu greckiego
  • 150 ml oliwy
  • 4 ząbki czosnku przeciśnięte przez praskę
  • 500 g świeżego zielonego groszku lub mrożonego po rozmrożeniu
  • 500 g makaronu muszelki
  • 60 g orzeszków piniowych (zastąpiłam słonecznikiem)
  • 2 łyżeczki płatków chili
  • 40 g liści bazylii, grubo porwanych
  • 240 g fety, pokruszonej na kawałki
  • sól i świeżo mielony biały pieprz

Przygotowanie: 

Do misy blendera wlej jogurt, 90 g oliwy, przeciśnięty przez praskę czosnek i 100 g groszku. Zmiksuj na jasnozielony sos i przełóż do dużej miski. Ugotuj makaron al dente w dużej ilości osolonej wody. W czasie gdy się gotuje, podgrzej pozostałą oliwę na małej patelni na średnim ogniu. Dodaj orzeszki piniowe i płatki chili, smaż przez 4 minuty, aż orzechy nabiorą złotego koloru, a oliwa głębokiej czerwieni. Podgrzej pozostały groszek we wrzącej wodzie i odcedź go.

Odcedź makaron na sitku, potrząśnij nim, aby pozbyć się resztek wody, po czym stopniowo dodawaj do zielonego sosu (jeśli zrobisz to za szybko, jogurt może się zwarzyć). Dodaj ciepły groszek, bazylię, fetę, 1 łyżeczkę soli i 1/2 łyżeczki świeżo zmielonego białego pieprzu. Wymieszaj delikatnie, przełóż na talerze i posyp orzeszkami piniowymi z oliwą.

 

Socca czyli placek z mąki z ciecierzycy

DSC_0033m

Połowa maja za nami, a to dopiero mój pierwszy przepis w miesiącu. Ostatnie dwa tygodnie były dla mnie bardzo intensywne i wymagały ode mnie pełnego skupienia i uwagi. Miałam wielką przyjemność rozbić swoją pierwszą sosnową deskę na warsztatach WenDo. Uświadomiłam sobie jak ważny jest oddech, kiedy ogarnia mnie lęk, jak ważne jest abym jasno sprecyzowała sobie cel, który będzie drogowskazem dla moich przyszłych wyborów, jednocześnie nadając im sens. Od początku studiów uczyłam się o tym, jak myślenie wpływa na nasze zachowanie. Jednak dopiero przebicie deski gołą ręką uświadomiło mi, że zmiana myśli „nie dam rady, to za trudne” na „chcę to zrobić” w połączeniu z oczyszczającym oddechem pozwala zrobić to, co wydaje się niemożliwe.

Dziś staram się wypełnić daną sobie obietnicę o urozmaiceniu bloga o przepisy na dania obiadowe. Socca, farinata lub cecina (wł. ceci – ciecierzyca) – tak nazywany jest w różnych rejonach świata placek powstający z połączenia mąki z ciecierzycy, wody i oliwy, który następnie piecze się w piekarniku i podaje z ulubionymi dodatkami i sosami. Danie idealne nie tylko dla osób na diecie bezglutenowej i wegańskiej, ale również diabetyków, ponieważ mąka z ciecierzycy ma niski indeks glikemiczny. Jest źródłem łatwo przyswajalnego białka i błonnika, zawiera także sporą dawkę potasu, fosforu, magnezu i selenu. Udało mi się zakupić ją w sklepie z bezglutenową żywnością w Katowicach.

DSC_0036m

Czytaj dalej

Sałatka z pieczonymi batatami, rukolą i fetą

DSC_0442mŻałuję, że tak rzadko udaje mi się zamieszczać przepisy na dania obiadowe. Wygląda na to, że żyję samymi słodkościami, a to przecież tylko niewielki wycinek mojego życia (zwykle weekendowy, kiedy mam czas na przyrządzanie tego typu rzeczy). Obiady, a właściwie obiadokolacje zjadam późno, kiedy jest już prawie ciemno i jestem głodna. Udręką dla mnie byłoby więc robienie sesji zdjęciowej w pośpiechu i z burczącym brzuchem. Czytałam ostatnio wywiad z Kingą Paruzel, która stwierdziła, że bloger kulinarny je zawsze zimne potrawy. Fotografia kulinarna jest bowiem nie lada wyzwaniem. Trzeba zadbać o szczegóły, estetykę potrawy, naczynia, w których serwuje się dania, odpowiednie światło. Przygotowanie warunków do zrobienia sesji zajmuje sporo czasu, nie mówiąc już o samym fotografowaniu. W moim przypadku jest tak, że dopiero przy kilku ostatnich zdjęciach doznaję „oświecenia” i udaje mi się zrobić ujęcia, które najbardziej mi odpowiadają. Przede mną jeszcze sporo nauki. Obiecuję sobie jednak, że kiedy nastaną słoneczne dni, postaram się częściej dzielić przepisami na główne dania.

Czytaj dalej

Moje wielkie greckie wakacje

To mój pierwszy rok pracy, a także pierwsze krótkie wakacje (w porównaniu z trzema miesiącami laby na studiach), długo więc wyczekiwałam na urlop i jako miejsce docelowe wybrałam Grecję, a dokładniej ulubioną wyspę boga słońca Heliosa – Rodos. To co najbardziej zapamiętam z greckich wakacji, to z pewnością kolory – odcienie niebieskości i biel uliczek w małej miejscowości Koskinou, a także intensywnie lazurowy kolor morza, zapachy i smaki świeżych owoców i pysznego jedzenia.

Kuchnia grecka kojarzy mi się przede wszystkim z owocami morza, fetą, pomidorami, oliwkami, bakłażanem, jagnięciną, rybami, oliwą z oliwek, arbuzami, z których słynie miejscowości Apolakkia, a także słodką baklawą. Staraliśmy się omijać jedzenie, które serwujemy na co dzień, jednak kiedy przyszło nam stołować się na mieście nie mogliśmy się oprzeć aby nie spróbować tamtejszej pizzy i ręcznie wyrabianego makaronu w Rodos.

W Rodos odwiedziliśmy małą restaurację Koykos (w tłum. Kukułka), która wyróżniała się spośród innych wystrojem i usytuowana była w jednej z bocznych uliczek. Przechadzając się po Rodos w poszukiwaniu odpowiedniego miejsca, w którym można coś przekąsić, odniosłam wrażenie, że większość tawern serwuje te same posiłki (przedstawione na niezbyt ładnych fotografiach), a ponadto są do siebie bardzo zbliżone pod względem wystroju wnętrza. Jako że jemy przede wszystkim oczami, nasz wybór padł właśnie na Kukułkę i nie zawiedliśmy się.

koykos1

Czytaj dalej