Pasta z zielonego groszku

Po jednym dniu słońca nastał kolejny szary, deszczowy poniedziałek. Nie mam wpływu na pogodę, ale przynajmniej mam wpływ na to, co znajduje się na moim talerzu. Po ostatnim obiedzie zostało mi trochę zielonego groszku, postanowiłam więc zrobić z niego pastę. Nie dość, że świetne smakuje, to jeszcze wprowadza w pozytywny nastrój. Na chwilę poczułam wiosnę i pomyślałam o warzywach i ziołach, które już niebawem pojawią się na straganach i w sklepach.

Do wykonania pasty nadaje się jedynie mrożony groszek. Ten z puszki ma zupełnie inny smak. Zapraszam również po przepis na makaron z groszkiem, fetą i płatkami chilli. Byle do wiosny!

Czytaj dalej

Pudding chia z musem z mango

DSC_0743mDziś odbyła się uroczysta inauguracja sezonu wiosennego. Z okazji pierwszego dnia słońca, które pojawiło się po raz pierwszy po dłuższej nieobecności, wyruszyłam na zakupy owocowo-warzywne i wróciłam z dorodnym mango. Pudding z nasion chia, to chyba moja ulubiona przekąska, a dodatek musu z mango nie tylko wzbogaca jego walory smakowe, ale także estetyczne. Któż z Was nie uśmiechnął się patrząc na warstwy galaretowatych nasionek przełożone żółto-złocistym musem? O dobroczynnych właściwościach nasion chia pisałam tutaj. Dla przypomnienia: są bogatym źródłem białka, antyoksydantów, kwasów omega-3 i błonnika, dzięki czemu po ich zjedzeniu mamy poczucie sytości (i lekkości jednocześnie).

Jeśli macie problem z krojeniem mango, polecam obejrzeć ten filmik (link)

DSC_0762mDSC_0732m

Składniki na dwie porcje:

  • 1 szkl. ulubionego mleka
  • 2 daktyle (lub łyżka syropu klonowego)
  • 1/4 szkl. (4 łyżki) nasion chia
  • 1 mango
  • garść płatków kokosowych

W blenderze zmiksuj mleko z daktylami. Przelej mleko do słoika (lub miseczki), wsyp nasiona chia i energicznie wymieszaj. Przykryj, a następnie przełóż do lodówki na co najmniej 2-3 godz., aż nasionka wchłoną mleko. W międzyczasie pokrój mango i zmiksuj w blenderze na puree. Podawaj w wysokich szklankach. Wierzch posyp prażonymi płatkami kokosowymi lub płatkami migdałowymi.

Chleb odmieniający życie (bezglutenowy)

DSC_0144m

„Chleb odmieniający życie” – tak autorka bloga „My New Roots” nazwała chleb stworzony z połączenia samych ziaren i płatków owsianych, bez mąki, spulchniaczy czy drożdży. Jest to jeden z przepisów, który w zawrotnym tempie obiegł blogosferę kulinarną docierając do każdego zakątka świata. Niezwykle jest być autorką przepisu, który zyskał sobie tylu zwolenników.

Czy coś się zmieniło po jego skosztowaniu? Znaczenie słowa „chleb”, które nierozerwalnie kojarzy się z zakwasem, wyrastającym ciastem i mąką pszenną. Jest to jeden z przepisów, w którym paradoksalnie skrócenie czasu przygotowania produktu skutkuje jeszcze lepszym i zdrowszym efektem. Od tego momentu żaden bochenek nie będzie smakował tak samo.

Czytaj dalej

Chlebek bananowy z mąki gryczanej (bezglutenowy)

Najlepszą rzeczą, którą możesz zrobić z bardzo dojrzałymi, prawie że czarnymi bananami, to upiec słodki chlebek bananowy. Z dowolnej mąki, z ulubionymi dodatkami. Najlepsze w nim jest to, że możesz bez wyrzutów sumienia zjeść go na śniadanie udając że to chleb, a po południu ukroić sobie kolejny kawałek na deser. Smakuje świetnie z masłem lub kremem orzechowym.

DSC_0598m

Do wykonania chlebka użyłam mąki gryczanej. Ze względu na to, że jest trudno dostępna w sklepach, postanowiłam wykonać ją sama. W tym celu należy zmielić kaszę gryczaną w młynku do kawy, najlepiej dwukrotnie, a następnie przesiać ją przez sitko. Użyłam kaszy gryczanej prażonej, która ma wyrazisty smak. Bardziej neutralna jest kasza gryczana niepalona. Możecie poznać ją po jasnych, zielonych ziarenkach, które w porównaniu z kaszą paloną są miękkie.

DSC_0541m Czytaj dalej

Nasiona chia z mlekiem kokosowym i owocami

DSC_0360

Z okazji Światowego Dnia Przeciwdziałania Depresji przedstawiam Wam chyba najbardziej kolorowe i optymistyczne zdjęcia, jakie do tej pory znalazły się na blogu. W powietrzu czuć wiosnę, słońce roztopiło już większość zalegającego śniegu, a w doniczkach kiełkują nowe rośliny (u mnie zeszłoroczna kalia, którą dostałam od mamy). Świat powoli staje się przyjemniejszym miejscem do życia. Zaczyna się okres zwiększonej aktywności fizycznej, warto więc rozpocząć dzień zdrowym śniadaniem, którego bazę stanowią popularne ostatnio nasiona chia.

Nie ma chyba zagranicznego bloga, na którym nie znalazłoby się zdjęcie słoiczka Mason Jar wypełnionego puddingiem chia i owocami. Trzeba przyznać, że te niepozorne ziarenka są niezwykle fotogeniczne i od dłuższego czasu kusiły mnie swoim wyglądem. Na szczęście okazało się, że w smaku są równie dobre, a co najważniejsze zdrowe.

DSC_0468

Czytaj dalej

Pesto z jarmużu.

DSC_0275

Kiedyś na jednym z wegańskich blogów przeczytałam, że gdyby blogerzy kulinarni przestali udawać, że jarmuż jest dobry, świat byłby lepszym miejscem. Po części muszę zgodzić się z tym stwierdzeniem, gdyż pomimo wielu prób przyrządzenia tego warzywa zaliczanego do grona super foods, nie udało mi się go polubić (aż do dziś).

Moją największą porażką była super zdrowa i smaczna (tylko w zamyśle) sałatka z kaszą jaglaną i podsmażanym jarmużem, którego nie dało się przerzuć. Po tym eksperymencie mój luby zerkał na mnie z podejrzliwością i wrogością, za każdym razem kiedy przynosiłam kolejny bukiet jarmużowych liści z ekojarmarku. Ja jednak uparcie twierdziłam, że dam mu jeszcze jedną szansę i mając w głowie tabelę z zawartością składników odżywczych, myślałam jak tu przemycić ten cudowny składnik w różnych potrawach. I tak wrzucałam garść do zupy z soczewicy, zdarzyło mi się także zrobić czipsy.

Czytaj dalej

Tapenada czyli pasta z zielonych oliwek, bazylii i migdałów

DSC_0179Pamiętam smak pierwszej oliwki, którą skosztowałam na imprezie urodzinowej babci. Jest to jedno z tych wspomnień, które bardzo dokładnie zapisują się w pamięci, głównie dlatego, że intensywny i wytrawny smak oliwki odrzucił mnie tak bardzo, że dopiero w wieku kilkunastu lat postanowiłam dać im drugą szansę. To historia od nienawiści do miłości, gdyż obecnie nie wyobrażam sobie życia bez zielonych, a tym bardziej czarnych oliwek. Uwielbiam je zjadać solo, na kanapce lub z makaronem, bakłażanem i sosem pomidorowym suto posypanym oregano przywiezionym z Grecji. Lubię też znienawidzoną przez niektórych czynność drylowania oliwek, która daje mi możliwość podjadania i chwilowego odpoczynku dla rozbieganej i owładniętej myślami głowy.

Jeśli po raz pierwszy słyszycie nazwę „tapenada” i brzmi dla Was obco i odstraszająco, nie dajcie się zniechęcić. W przygotowaniu pasta jest banalnie prosta, podobnie jak przygotowanie pesto. Wystarczy zaopatrzyć się w dobrej jakości oliwki, bazylię, kapary i migdały, a następnie rozdrobnić wszystko razem za pomocą blendera. Tapenadę można nakładać na kanapki lub połączyć z makaronem. Nie potrzeba już żadnych dodatków. Przepis w całości (niczego bym nie ujęła ani nie dodała) pochodzi z książki Davida Lebovitza „Moja kuchnia w Paryżu”.DSC_0167DSC_0141

Składniki:

  • 2 szkl. (260 g) zielonych oliwek (wydrylowanych)
  • 1/3 szkl. (35 g) nieprażonych migdałów w całości
  • 1 mały ząbek czosnku, obrany i drobno posiekany
  • 1 i 1/2 łyżki soku z cytryny
  • 1 łyżka kaparów, opłukanych i posiekanych
  • 1/3 szkl. (15 g) luźno wypełnionej świeżymi listkami bazylii
  • 1/2 szkl. (125 ml) oliwy z oliwek
  • sól morska

Przygotowanie:

Oliwki, migdały, czosnek, sok z cytryny i kapary umieść w misie melaksera/blendera. Posiekaj grubo listki bazylii, wsyp je do melaksera i miksuj kilka razy wszystkie składniki pulsacyjnie do lekkiego rozdrobnienia. Wlej oliwę z oliwek i całość miksuj pulsacyjnie na grudkowatą pastę z grubszymi kawałkami migdałów. Posól do smaku.