Pasta z zielonego groszku

Po jednym dniu słońca nastał kolejny szary, deszczowy poniedziałek. Nie mam wpływu na pogodę, ale przynajmniej mam wpływ na to, co znajduje się na moim talerzu. Po ostatnim obiedzie zostało mi trochę zielonego groszku, postanowiłam więc zrobić z niego pastę. Nie dość, że świetne smakuje, to jeszcze wprowadza w pozytywny nastrój. Na chwilę poczułam wiosnę i pomyślałam o warzywach i ziołach, które już niebawem pojawią się na straganach i w sklepach.

Do wykonania pasty nadaje się jedynie mrożony groszek. Ten z puszki ma zupełnie inny smak. Zapraszam również po przepis na makaron z groszkiem, fetą i płatkami chilli. Byle do wiosny!

Czytaj dalej

Pesto z jarmużu.

DSC_0275

Kiedyś na jednym z wegańskich blogów przeczytałam, że gdyby blogerzy kulinarni przestali udawać, że jarmuż jest dobry, świat byłby lepszym miejscem. Po części muszę zgodzić się z tym stwierdzeniem, gdyż pomimo wielu prób przyrządzenia tego warzywa zaliczanego do grona super foods, nie udało mi się go polubić (aż do dziś).

Moją największą porażką była super zdrowa i smaczna (tylko w zamyśle) sałatka z kaszą jaglaną i podsmażanym jarmużem, którego nie dało się przerzuć. Po tym eksperymencie mój luby zerkał na mnie z podejrzliwością i wrogością, za każdym razem kiedy przynosiłam kolejny bukiet jarmużowych liści z ekojarmarku. Ja jednak uparcie twierdziłam, że dam mu jeszcze jedną szansę i mając w głowie tabelę z zawartością składników odżywczych, myślałam jak tu przemycić ten cudowny składnik w różnych potrawach. I tak wrzucałam garść do zupy z soczewicy, zdarzyło mi się także zrobić czipsy.

Czytaj dalej

Tapenada czyli pasta z zielonych oliwek, bazylii i migdałów

DSC_0179Pamiętam smak pierwszej oliwki, którą skosztowałam na imprezie urodzinowej babci. Jest to jedno z tych wspomnień, które bardzo dokładnie zapisują się w pamięci, głównie dlatego, że intensywny i wytrawny smak oliwki odrzucił mnie tak bardzo, że dopiero w wieku kilkunastu lat postanowiłam dać im drugą szansę. To historia od nienawiści do miłości, gdyż obecnie nie wyobrażam sobie życia bez zielonych, a tym bardziej czarnych oliwek. Uwielbiam je zjadać solo, na kanapce lub z makaronem, bakłażanem i sosem pomidorowym suto posypanym oregano przywiezionym z Grecji. Lubię też znienawidzoną przez niektórych czynność drylowania oliwek, która daje mi możliwość podjadania i chwilowego odpoczynku dla rozbieganej i owładniętej myślami głowy.

Jeśli po raz pierwszy słyszycie nazwę „tapenada” i brzmi dla Was obco i odstraszająco, nie dajcie się zniechęcić. W przygotowaniu pasta jest banalnie prosta, podobnie jak przygotowanie pesto. Wystarczy zaopatrzyć się w dobrej jakości oliwki, bazylię, kapary i migdały, a następnie rozdrobnić wszystko razem za pomocą blendera. Tapenadę można nakładać na kanapki lub połączyć z makaronem. Nie potrzeba już żadnych dodatków. Przepis w całości (niczego bym nie ujęła ani nie dodała) pochodzi z książki Davida Lebovitza „Moja kuchnia w Paryżu”.DSC_0167DSC_0141

Składniki:

  • 2 szkl. (260 g) zielonych oliwek (wydrylowanych)
  • 1/3 szkl. (35 g) nieprażonych migdałów w całości
  • 1 mały ząbek czosnku, obrany i drobno posiekany
  • 1 i 1/2 łyżki soku z cytryny
  • 1 łyżka kaparów, opłukanych i posiekanych
  • 1/3 szkl. (15 g) luźno wypełnionej świeżymi listkami bazylii
  • 1/2 szkl. (125 ml) oliwy z oliwek
  • sól morska

Przygotowanie:

Oliwki, migdały, czosnek, sok z cytryny i kapary umieść w misie melaksera/blendera. Posiekaj grubo listki bazylii, wsyp je do melaksera i miksuj kilka razy wszystkie składniki pulsacyjnie do lekkiego rozdrobnienia. Wlej oliwę z oliwek i całość miksuj pulsacyjnie na grudkowatą pastę z grubszymi kawałkami migdałów. Posól do smaku.